wtorek, 2 lipca 2013

Lata i dni




Krzysztof Boczkowski
Lata
i
dni
Wybór wierszy z lat 2005–2010
WYBÓR WIERSZY Z LAT 2005–2010: Krzysztof Boczkowski
REDAKTOR PROWADZĄCY: Edyta Peszyńska
REDAKTOR TECHNICZNY: Sławomir Orkiszewski
KOREKTA: Zespół
PROJEKT OKŁADKI: Krzysztof Galus
© Copyright by Wydawnictwo Adam Marszałek
Toruń 2011
ISBN 978-83-7780-018-8
Wydawnictwo prowadzi sprzedaż wysyłkową
tel./fax 56 648 50 70, e-mail: marketing@marszalek.com.pl
Wydawnictwo Adam Marszałek ul. Lubicka 44, 87-100 Toruń,
tel. 56 660 81 60, e-mail: info@marszalek.com.pl,
Drukarnia nr 2, ul. Warszawska 52, 87-148 Łysomice, tel. 56 678 34 78
Okna Dnia
i
Nocy
Nieśmiertelność jest konsumowana podczas życia,
jest całkowicie wyczerpana, do dna wypita.
Zofia Nałkowska, Dzienniki czasu wojny

Okna Dnia i Nocy
Autoportret weimarski
Albrechta Durera
Na tym autoportrecie Dürer jest nagi –
tylko siatka na włosach, męski, płaski brzuch i jądra
Nie jest ani Chrystusem, ani artystą jak w Prado –
wykwintnym, subtelnym, wracającym z Wenecji
– na tle Alp, w białych rękawiczkach, fantazyjnym berecie
i krótkiej pelerynie ze sznurem przetykanym złotem
Jest tylko sobą, nawet stałe kłótnie z żoną i dłużnikami
nie mącą jego uważne spojrzenia
Aleksander Wat sądził że Albrecht idzie ku śmierci
– i od śmierci wraca – w autoportrecie odbity jak w lustrze
Ale to nie jest istotne – bo jest sobą
Nie zmieni tego nawet śmierć i zetlałe kości
pod kamienną płytą w Norymberdze. Jest sobą –
oddalony od pacholęctwa, starości, spazmów potencji
– jest w wieczności; choć płótna, zielony papier, ołówki
i drewniany Bóg z synem, wysoko w łuku transeptu
koronujący Marię – będą tylko prochem tylko pyłem.
4.07.04
Okna Dnia i Nocy
Depresja
Najbardziej własnowolna śmierć jest najpiękniejsza.
Michał de Montaigne, Próby, ks. II (przeł. T. Boy-Żeleński)
Jak trudno jest być i nie być
Nosić w sobie gen śmierci i gen rozkoszy
Widzieć szczęście innych a nie czuć własnego
Odchodzić
I wracać do życia – z nadzieją
Że się jednak odejdzie
29.05.1995
Okna Dnia i Nocy
Samotność
Kiedy minęła moda na seks grupowy w łaźniach
homoseksualnych
Na wymianę partnerek – w heteroseksualnych związkach
małżeńskich
I na adopcję dzieci – z Tajlandii i Wyspy Bali
(choć to ostatnie wydawało się najbardziej sensowne)
Postanowiłem żyć tak jak większość:
Samotnie
– z dwójką dzieci
– i żoną
11.01.05
Okna Dnia i Nocy
Na Nilu
Jeśli spotkasz mnie Hathor
na bazarze w Aleksandrii w porcie lotniczym lub morskim
na ulicy albo pływalni w Warszawie
udaj że mnie nie poznajesz!
Byliśmy półbogami na żaglowcu płynącym do Kairu
Bliźniętami na wyniosłym egipskim niebie
północnym gwiazdozbiorem nad delfinami fal
Delfin czapla nilowa osioł agawa tracą kształty po śmierci
Człowiek za życia staje się obwisłym workiem
na patykach nóg bez zębów i włosów
a pamięć ma gorszą niż bocian lub mysz
Jak więc powitać Ciebie dwudziestoletnia Hathor!
I życiodajną deltę Nilu wśród szuwarów
I ciepły wylew mułu na suchą szarą skórę
Widzieć jak leżę obok Ciebie
– wzdęty wodą Ikar!
14.06.05
Okna Dnia i Nocy
Niedojrzałość
W kącie ogrodu gdzie wierzby nadbrzeżne opierają się
o żelazny płot
a mech pokrywa ceglany fundament niezbudowanej altany
Leżąc na kocach rozmawiali o zbliżających się zaręczynach
Andrzej smukły i smagły – czekający na przyjazd Ani –
i jego matka niechętna ich małżeństwu przed ukończeniem
studiów.
CD Bach krążył wokół pępka płyty
tworząc – po raz kolejny – Kunszt Fugi
I denerwował Andrzeja swoją monotonią
i nieśmiertelnością
– jak to zawsze wyjaśniał – wyłączając płytę.
Do tej pory pamiętam: kiedy zapytali mnie o zdanie
najpierw pomyślałem o sobie – Anna nie zwracała na mnie
uwagi
i to właśnie było obraźliwe dla dwudziestoletniego
mężczyzny
a Andrzej lubił mnie jak brata i stale
był obok mnie – nie byłem więc samotny.
Andrzej jego matka i Ania – a ja w środku bermudzkiego
trójkąta.
10 Okna Dnia i Nocy
Po ślubie Andrzej zerwał ze mną.
Dopiero po latach powiedział: „Mam żal do ciebie
bo nie byłeś jak mama przeciwny ślubowi z Anią”
– Odsłaniając moją chłopięcą dumę
I młodzieńczą męską niedojrzałość.
5.06.05
Okna Dnia i Nocy 11
Aleja modrzewiowa
I wszystko było normalne
w ten dzień nieodwracalny
Zbigniew Herbert, Mademoiselle Corday
Zdziczałe róże, jabłonie i aleja modrzewiowa,
nagle kończąca się wśród jaśminów i jeżyn,
świadczą że był tutaj dwór.
Nic nie ocalało,
oprócz rozbitych kafli z błękitnym holenderskim młynem –
jak pęknięte mozaiki rzymskiej willi w Nadrenii,
z fragmentami polowań, walk gladiatorów i głowami
domowych bóstw.
Starszego Pana i Panią zabili oficerowie NKWD. Syn
ocalał, i uciekł do Anglii. Milicjanci i partyjni aktywiści
rozkradli konie, krowy, owce i wywieźli lipowe ule.
Chłopi meble, okna z futrynami, drzwi...
fortepian i starodruki utopili w stawie. Nic nie pozostało,
tylko grób przy ścianie kaplicy porosły leszczyną
i bluszczem.
12 Okna Dnia i Nocy
I wszystko jest normalne i ten dzień nieodwołalny,
gdy Pani we krwi leżała na podłodze sypialni, a Panu
w stajni
strzelili w tył głowy – nie jest nawet opowieścią gminną
lub legendą wpisaną w kroniki klasztoru. Jest tylko
normalnym,
jednym z wieczorów zimy i wiosny Roku Pańskiego 1945.
4.07.05
Okna Dnia i Nocy 13
Opowieść o poruczniku
Na końcu alei jest altana opleciona fioletowym powojem,
w niej strzelił sobie w serce porucznik drugiego szwadronu
ułanów,
z miłości – ale nikt nie wie do kogo i dlaczego,
skoro panny z okolicznych dworków były mu tak
przychylne
W ostatnich latach stało się modne
wiązać jego śmierć z utonięciem pięknego Alberta,
młodego stajennego, ulubieńca pań i panów
– ale geje zawsze wymyślą jakąś skandaliczną historię
A więc opowieść o nim nie ma morału
ani sensu, c