Krzysztof
Boczkowski
Tylko Kasandra
zna Prawdę
Projekt okładki:
Krzysztof
Boczkowski
Na okładce:
Piotr Bruegel
starszy
Wesoły taniec pod szubienicą, 1568
olej na desce, fragment
Darmstadt, Landesmuseum
Triumf śmierci. ok. 1562
olej na desce, fragment
Madryt, Prado
Strona tytułowa:
Piotr Bruegel starszy
Odpoczynek w czasie ucieczki do
Egiptu 1553
pióro i brązowy tusz, fragment
Gabinet Rycin, Berlin
... u wielkiego poety poczucie
Piękna przewyższa wszystkie inne lub
raczej usuwa wszelkie względy...
List Johna Keatsa
do jego braci z dn. 21 grudnia 1817r.
Wszystko
śmiertelne jest tylko porównaniem
J. W. Goethe,
Faust, zakończenie
Bo wszystko
wzbiera, wzbiera
Rozbija się i donikąd nie
prowadzi
Jak bez co rozkwita i rdzewieje
Jak dom naiwny
Drewniana dacza
W
lesie sosnowym
W snach o umarłych
Jarosław
Iwaszkiewicz, Naiwny jak dom drewniana dacza
Dzień tak
piękny
Dzień tak
spokojny –
patrzyłem
na wahające się
wierzchołki
wiązów i olch
na ciemnym
tle sosnowego lasu
i nagle
okno otworzyło się z wrzaskiem
jak usta
niemowlęcia kiedy się obudzi
i woła
matkę lub piastunkę
wstałem i
wściekły zatrzasnąłem okno
które
zamilkło urażone
jak
człowiek który chce powiedzieć prawdę
o burzy
powietrzu deszczu i przeznaczeniu
a ty
wychodzisz – zatrzaskując gniewnie drzwi
29 4
08
Orfeusz w
III RP
Orfeusz
wśród zwierząt jest godzien podziwu
Orfeusz
wśród ludzi jest postacią śmieszną
Biedaczysko
wysupłuje ostatnie pieniądze na wydanie wierszy
- jest
przekleństwem dzieci i rodziny
tylko
szpitale psychiatryczne
zapewniają
poetom bezpłatne jedzenie
i ogrody
do pisania wierszy
23 4
08
Boilery
Dawniej
ludzie chodzili z Nieborowa od Arkadii
do Łowicza
lub Walewic
piaszczystymi
drogami wśród choinek
Z
Sandomierza przez Baranów Czorsztyn Łapsze Niżne i Wyżne do Zakopanego
A dzisiaj
jak kury w boilerach jesteśmy przenoszeni
autobusem
lub metrem
z domu do
pracy z pracy do domu
i nawet
gdy wyjdziemy po zakupy lub na spacer
to idziemy
wśród spalin i ryku samochodów
szczęśliwi
że wymijamy ludzi w pudełkach stojących wzdłuż ulicy
do
najbliższego korka
albo
stoimy w zwartym tłumie w Luwrze w Baptysterium
florenckim lub na Rialto
a potem jesteśmy
odwożeni do szpitala i z powrotem do domu
lub na
cmentarz
25 4 08
Obrazek
japoński
Jem gorzką
czekoladę i piję koniak
(to dobre
tworzywo dla wierszy)
Abstynenci
są godni współczucia
alkoholicy
– leczenia
Ja piję dwa
kieliszki rano
- jestem
jak malarz japoński
któremu
wystarczy
gałązka
wierzby w cieniu skały i liście bambusów
1 5
08
Trupy
Forma
nie jest rdzeniem myśli lecz jej ciałem
Karl Kraus
Ekspresjonizm
We śnie
ukazują
się ci
którzy
byli częścią mnie rok
albo wiele lat
w parku
podmiejskim
w
wynajętych pokojach
na piaszczystych łachach Wisły
Ukazują
się żywi codzienni
wśród
kasztanów i klonów Powązek
11 5 08
Podwórko - Marszałkowska 77
Żebracy śpiewali na podwórku -
wyrzuconą przez lufcik monetę
podnosili kłaniając się w stronę okna
Żydowski chłopiec przychodził do
kuchni w południe
po ciemnych krętych drewnianych schodach
- tylko kilka miesięcy
W początkach sierpnia było upalnie
panie w letnich sukienkach w kolorowe kwiaty
grały na podwórku przy stolikach w karty
w pierwszych dniach Powstania
Potem były groby na podwórzu,
pogrzebowe salwy
dziewczęta i chłopcy w panterkach salutowali
Psy rozstrzelano w ubikacji obok śmietnika
„Krowa” - bomba - ryczała na
dachu
i spadła przez cztery piętra na podłogę w stołowym
Wychodziliśmy z piwnicy coraz
rzadziej
- tylko gdy kończyło się bombardowanie
Powstańcy nie byli już
bohaterami
- szli piwnicami wśród złorzeczeń
W dwa dni po kapitulacji
żołnierz Wermachtu z karabinem i w hełmie
wszedł wśród grobów na podwórko Przylgnąłem do Matki
„On nas zabije” Młody Niemiec
uśmiechnął się przyjaźnie i wyszedł na ulicę
Lato –
czyli zapowiedź śmierci
(List
prywatny do Johna Berrymana)
Wejście i
Wyjście
są
identycznymi drzwiami
położonymi
obok siebie
- ale przy
Wyjściu stoi elegancko ubrany bokser
a przy
Wejściu chłopiec-panienka
o
nieśmiałym delikatnym spojrzeniu i dziewczęcym głosie
powtarzającym
- „bardzo proszę Pana nie wchodzić z
pieskiem”
Podobnie
jest z narodzinami i śmiercią
leżą
blisko siebie - ale jakaż różnica!
„ Dokąd?
Do śmierci. Dokąd? Do życia - pisał Aleksander Wat
Z pyłu
galaktyk do pyłu ziemi - sądzę ja K. B.
Teraz
rozumiem dlaczego Stanisław Barańczak
nie lubi
swych inicjałów
(S. B. to
nie kojarzy się dobrze
nawet dla
Dyktatora tłumaczeń)
Tajemnice
są nadal nierozwiązane -
skąd i
dokąd dążymy
i do kogo
- a najważniejsze po co?
O tym wie
tylko Krzysztof Piechowicz
- ale on
wierzy w Dobrego Boga
i doznaje
objawień i stanów mistycznych
[ na
skutek ślubów abstynencji seksualnej]
na
nabożeństwach majowych ku czci Dziewicy Marii
i Serca
Jezusowego w pięknym miesiącu czerwcu
w którym
Wiosna przechodzi w Lato
- a więc
już w zapowiedź Jesieni i Śmierci
15 5 08
Przebudzenie
Słońce przenika przez powieki
i cały świat staje się przeszłością
- w końcu maja gdy liście drzew i wargi
są samotnymi pocałunkami
16 5 08
Granitowe
niebo
Granatowe
niebo
z pasmami
światła
i kapturem
sinej bieli
nad
księżycem
Granitowe
niebo –
co może
zrozumieć
z
niepewności bojaźni i strachu
Co może
Bóg poradzić
na
kalectwo nieszczęścia i śmierć
Abel umarł
Kain umarł
Bóg umarł
Nietzche
umarł
Nie
wiesz, że w s z y s c y umarli ?
I wtedy
wchodzi wnuk
szczęśliwy
pierwszymi krokami
i Negri o
ciepłej sierści macha ogonem
2 6 08
Jedyny problem to pies
Postanowiłem
wstąpić do zakonu franciszkanów -
żona i tak
nie ma ze mnie pożytku
wnukowie
wyniosą książki
a skromne
konto bankowe
rozpłynie
się wśród ubolewań
i
krokodylich łez
„dlaczego
on to zrobił ?”
Jedyny
problem to pies !
czy jeśli
zostanę furtianem –
zgodzą się
bracia aby pozostał
u bram
klasztoru
To martwi
mnie najbardziej:
Rodzinie nic nie mówię
po co
wzbudzać płonne nadzieje
4
6 08
Błony
płodowe wszechświata
Piję coraz
więcej koniaku
Tłumaczę
to brakiem miłości rodziny
lub
wyrzutami że nie jestem dla niej wystarczająco dobry
I jedno i
drugie wytłumaczenie jest prawdopodobne
a może oba
są prawdziwe
jak dwie
proste równolegle Einsteina
które
przecinają się w nieskończoności
Albo piję
dlatego
że nie
mogę zrozumieć nic z nowoczesnej fizyki
z
dziewięcioma wymiarami w których jestem obecny
i teorią fal które nie są falami lecz
trójwymiarowymi błonami
i wraz z
nimi wiruję
w
monstrualnym dziewiątym wymiarze błon naszego wszechświata
A może
dlatego
że nie
lubię Poetów metafizycznych
których
głoski trzeba liczyć na palcach
a nie
oceniać uchem
gdyż ich
wiersze nie są poezją
a tylko
zbiorem sylab
mechanicznych
jak turkot powozu Samuela Johnsona *
na kocich
łbach londyńskich ulic
5 6 08
* Pierwszy
krytyk Poetów metafizycznych
Zapach
siana
Wieczór
był ciepłym różowym fioletem
Znad Narwi
mgły wstawały – i z dymami ognisk
opadały na
drzewa i wilgotne łąki
konie i
ludzi siedzących nad wodą
Szedłem
stalowym mostem
nad Narwią
do miasta
Teraz
żałuję że nie pozostałem
w
czerwcowym zmierzchu aż fiolet zatopi
ludzi i
konie i wierzby nad wodą -
i tylko
światła ognisk pozostaną
jak złote
iskry
i gwiazdy
i cisza
bym leżał
z nimi wśród zapachów siana
6 6 08
Wiele
widziałem
Wielu
poznałem pięknych ludzi
dziewcząt
i chłopców
ciał
Praksytelesa
jak mało pozostało
z ich słów
i głosów w sercu
i
wspomnieniach
o chwilach
dobrych
pięknych
jak ich głowy
wśród
chmurnych loków
6 6 08
I coraz
bliżej
I coraz
bliżej jestem atomów wszechświata
gdy proch
mój złączy się z ziemią i będzie
wirował w
Mlecznej Drodze naszej galaktyki
wśród dni
i nocy jak drzewa i rzeki
7 6 08
Dokąd...
Flet
rozlewa się żałosnym łkaniem
ale
crescendo skrzypiec odpowiada zdecydowanie
na jego
płacz
Dopiero
fagoty i wiolonczele
ustalają
równowagę i wchodzą
nową
melodią i słowami
Jestem
fragmentem Symfonii Mahlera
wołającym
hymnem klarnetów i skrzypiec
i cichym
posępnym skandowaniem perkusji
dokąd ?...
14 6 08
Teatro
Massimo, Palermo
Normalne...
Znasz te
ponure dni
gdy wiesz
na pewno że nie napiszesz już żadnego wiersza
albo
że nie będziesz kochał nikogo tak
prawdziwie jak Ją
lub gdy
tego samego dnia otrzymasz złą wiadomość
przez telefon
i w liście
i wszystko
mówi że to koniec
a ty wiesz że to konieczność przetrwania
albo
początek walki
i dopiero
po kilku dniach gdy wszystko się uspokoiło
budzisz
się z pragnieniem śmierci
- ale
żyjesz nadal
czy to
normalne ?
15 8 08
Budzisz
się we mnie
O! te
wczesne godziny poranne
wilgotne
jak źrebak
z bielmem
kształtów na oczach
bez stron
świata
bez rąk
nóg
i z Twoją
głową złotą jak żagle
w
pierwszych promieniach słońca
Idziesz
gorącym piachem pustyni
stawiając
końce palców na rozżarzonych ziarnach
twoje nogi
wysmukłe jak posągów Nefretete
niosą
delikatne liście pośladków
i dumne
kolumny pleców
wchodzisz
w mój sen o świcie
i mówisz
słowa zawiłe jak hieroglify
a ja
rozumiem twe usta oczy i brwi
16 8 08
Choinka w lutym
The madness of art
Henry James
Szaleństwo sztuki -
dlaczego
nie powiedziałeś mi o tym w młodości
teraz
jestem skazany jak każdy na śmierć
ale
szaleństwo poezji
zabrało
całe życie i wiszę jak wydmuszka jajka
pomalowana
kolorowo
pusta na
rdzewiejącej choince
22 6 08
W hołdzie
Keatsowi
Wiele
widziałem złotych królestw Ogrodów Hesperyd
i przy
wiejskich kaplicach starych kamiennych cmentarzy
I wierszy
które otwierały bramy
do myśli
śmiałych jak wschodzące słońce
I Keatsa
maskę pośmiertną przy Placu
Hiszpańskim
Nigdy nie widziałem twarzy
bardziej
podobnej do martwego Adonisa
I nigdy
bardziej nie pragnąłem aby
znów
powiedziała wiersze jak Homer Chapmana
Lecz moje
serce puste pozostało
jak
zrujnowana wieża opactwa wśród lasów
gdzie
Melancholia wiesza na gałęziach laurów
twarze jak
maski zdjęte ze stygnących zwłok
poetów
23 6 08
Do Hanny
I gdybym
nawet nie odwiedził ciebie
we śnie
jak duchy często nawiedzają żywych
to proszę
idąc Łazienkami gdzie rozsypiesz proch
wybacz że
byłem tak niesprawiedliwy
dzieląc mą
miłość między ziemskie sprawy
i twój
pogodny uśmiech i łagodny wzrok
23 6 08
Maria
Skłodowska
And
then you came with those red mournful lips
W. B.
Yeats
W biel sali wchodzi ciemna czerwień twoich smutnych warg
czereśni
rwanych w końcu upalnego czerwca
Ach odejść
odejść od dni dawnych w Nowe
I mogę
modlić się tylko do Marii –
Skłodowskiej:
do niebieskich mądrych oczu
do
bijącego stale radem serca
Instytut Onkologii 27 6
08
Przypisane
prof. Markowi Nowackiemu
***
Biedny
kraj, biedni ludzie.
Z listu F.
Chopina do rodziny, o Polsce
Ten kraj
jest tylko cieniem Ciemnogrodu
nadziei
bez korzeni i gałęzi bez owoców
jeszcze
próbują łowcy skór ze wszystkich partii
wyciągnąć
resztki ze spodni denata
24 6 08
Szczęśliwy
książę
Jaskółko, moja siostro O siostro
jaskółko
Ślepy
Szczęśliwy książę stoję na przystanku
nikt mi
ręki nie poda Nie spyta
o tramwaj
I puste oczodoły
widzą
tylko ludzką obojętność chłód i śmierć
Bo
Śmiercią w Życiu są dni co minęły
jak martwe
po zawale mięśnie bijącego serca
wciąż
niepotrzebnie wołające krew
jak fale
co na brzegu morza posłuszne przypływom
jedna za
drugą zmywają swój ślad
ale nie
pamięć ani ból i strach
24 6 08
Baptysterium we Florencji
Spójrz na mozaikę florenckiego
Baptysterium
Łagodny
Chrystus i brzuchaty olbrzymi Belzebub
Bóg kocha
bardziej syna potężnego i pierworodnego
Chrystus
bezradnym gestem rozkłada swe przebite dłonie
Belzebub
chwyta bezbronnych grzeszników
I tylko
nogi sterczą z wiecznie głodnych warg
Nowe ciała
podają skrzydlaci szatani i wspaniałe
węże dwugłowe
smoki uśmiechnięte wiedźmy
25
6 08
Świat jest piękniejszy
Jest coś
pomiędzy fioletem hiacyntów i śniegiem na szybie
piękniejsze
niż szkło światło i wschodzące słońce
Między różowym uchem dziecka i złotymi
kędziorami
jest cień
i chłód i matki szczęśliwe spojrzenie
Świat jest
piękniejszy niż Twarz ukochanej
Niż
lądowanie nocą samolotu lecącego do Lizbony
Nad
meduzami lamp na statkach w delcie Tagu
Pomiędzy
chłopcem kupującym kwiaty dla dziewczyny
i sprzedawczynią co wybiera już
przejrzałe róże
Między
nogami zbierających grzyby
stoi na
skraju lasu dorodny borowik
koło
którego przeszli śpieszący do boru
Świat jest
śmieszniejszy niż czerwono-zielony nos klowna
niż
przemówienia prezydentów i premierów
27 6 08
Nowotwory III Rzeczypospolitej
I.
Już dość o seledynie młodych liści bzów
strumieniach
górskich hiacyntach które stoją w śniegu
Szalenie
smutny idę wśród starych ceglanych szpitali
budowanych
w okresie caratu
a
potem nowoczesnym blokiem
gdzie nie
ma świeżych żywych liści
tylko na
końcu korytarza –
peonie
kwitną i życzliwi ludzie
pojedynczy
lekarze i tłumy pacjentów
niewyspanych
koczujących od rana
II Ukrzesłowienie wg obrazu Andrzeja
Wróblewskiego
Kolejka
trwa z r. 1956
Jak trudno
czekać trzy godziny na historię chorób
gdy
badanie lekarskie trwa 15 minut
czekać
wśród koczujących od nocy pacjentów
z poza
Warszawy z termosami i bułkami
skazanych
na kolejki – których lekarze przyjmują
po południu
Na posłów i posłanki z sejmu i senatu
czeka od
rana karetka przed sejmem
i
specjalistyczne gabinety szpitali MSW i Wojska
4
7 08
Sen
Wśród
liści wiązów i orzechów niebo
jak wielki szafir morza
- ale nie ma łodzi
dokąd więc
płynąć?
O Wielki
Boże tak dobrze poznałem
te pola
chabry żyto polną koniczynę
Chyba
odpłynę w nocy na gwiaździste morze
w sen Obym
nie był straszony przeszłością
i fragmentami wykrzywionych strachem twarzy
z cudaczną
mową mózgu i Kasandry
Nieborów
1 7 08
Do ...
Ach otwórz
okno to nie śnieg na szybach
To jaśmin
i kalina wchodzą do pokoju
To śpiew
wilgi i kosa i wołanie szpaków
dalekie
echa samochodów których nie lubimy
Lecz
otwórz okno to zapach jaśminów
śmiertelny
przepych drewnianych kościołów
świeże
liście kasztanów orzechów i lip
I białe
nenufary płyną na jeziorach
zapach
dymów i ciche rozmowy rybaków
drewniany
most jak życie ponad nurtem rzeki
wsparty
słupami księżycowej bieli
1 7 08
Hopkins
Przyjaciele
mi w końcu wyznali pogardę*
Z
naszyjników gwiazd rwałem brylanty
i na
Mlecznej Drodze Perły Mleka
co słodsze
było niż Dziewicy Marii
z ampułki
w Notre Dame Dlatego konał samotny na krzyżu
i tylko
Jan i Maria znali sekret ich Miłości
Znał go na
pewno Innocenty X z Galerii Doria-Pamphilii
Kto
zresztą widział to płótno i mięso Bacona
wie czym
są brzegi legalnego świata
z
wyjątkiem G. Hopkinsa – był tak zaczadzony wiarą
że całe
życie podświadomie cierpiał żałując że nie jest Whitmanem
- choć Feliks Randal był na wyciągnięcie ręki
Ale
napisał zdanie które pozostanie w poezji na wieki
I wake and feel the fell of dark not day
co w moim
słabym tłumaczeniu brzmi
Obudziłem
się i czułem nadejście ciemności nie
dnia
* G.
Apollinaire przeł. A. Ważyk
8 7 08
Zabójstwo
Teraz nie
trzeba kupować siekiery ostrzyć brzytwy
albo dodawać
arszeniku do kawy
Wystarczy
dobre usposobienie lekarza –
„ Proszę
zgłosić się za trzy miesiące
Wszystko w
porządku
Poczekamy
jeszcze te kilka tygodni
Za dwa
miesiące wykonamy panu to badanie”
Życzę
dalszego dobrego usposobienia dr. M.
3 7 08
Tadeusz
Różewicz
Dlaczego
tyle głupstw pisanych jest w gazetach
o
wybitnych Poetach przez banalne dziennikarki
Nie
zasługują na milczenie lub choćby szacunek ?
Ale udawać
muszą szalonego Lira
wśród
deszczu burzy i świateł błyskawic
by
zadowolić publiczność a potem
schodzą ze
sceny
która jest
milczeniem
3 7 08
Nocne
zwierzęta
Mało
widzimy w dzień
- w nocy
gdy
kształty i barwy
nikną
widzimy
jak bardzo kochamy
jak
cierpimy
gdy brak
osoby najbliższej i psa
Jesteśmy
nocne zwierzęta najlepiej
widzimy w
ciemności
3 / 4 7 08
***
Wiem że
nie jestem Sprawiedliwy
i dlatego
nie mam do Nikogo pretensji
Żałuję
tylko że nie ma przy mnie Negri
Nieborów
4 7 08
***
Wśród tylu
spraw do których nigdy nie wrócimy
wśród
ludzi których kochaliśmy nie mówiąc im o tym
wśród
zdarzeń które tylko dla nas miały swe znaczenie
jest
szczęście niespełnienia – I nikt nie wie o tym
6 7 08
Krzyk pawi
I piły
mechanicznej warkot przy ścinaniu drzew
i nocny
klangor lecących żurawi
wieczorne
ujadanie psów kogutów ranny zew
to
wszystko głos Kasandry
nieprzyjemny
jak śpiew pawi
9 7 08
Pożegnanie Kasandry
Na drodze
słoma deski i gałęzie
w błocie i
piachu Potem bujne trawy
zakryją
płachtą zieleni wykroty
piaszczystą
drogą przejdą wozy z sianem
kolarz
spróbuje przedrzeć się przez piasek
i pewnie
wtedy cienki lód oszkli sadzawki
wzdłuż
duktu konie ciągną z wysiłkiem pnie sosen i buków
Aż całun
śniegu okryje las cały pola i łąki
(zapali
lampki w oknach dalekiej chałupy)
cmentarne
sztuczne wieńce i krzyże nagrobków
Kasandra
powie:„światło wiosny wróci
świeże
błyszczące i zapachy lasu – ale nie dla ciebie”
19 7 08
Eskimosi
Nigdy nie wiemy kiedy
po raz
ostatni widzimy Florencję
z okna
pociągu
Żegnajmy się przy powitaniu
przy stole
po kolacji
i śniadaniu
Spotykając
staruszkę z laską
zobaczmy
ją jako dziewczynkę z niebieską kokardą w złotych włosach
i w
białych pantofelkach
Przy
pierwszym pocałunku na ławce
pomyślmy o
ostatnim w drzwiach
W czasie ślubu w kościele wyobraźmy sobie
salę
sądową i rozwód
lub
następny ślub w Urzędzie Staniu Cywilnego
Jak
Eskimosi płaczmy przy narodzeniu dziecka
i radujmy
się wraz z najbliższą rodziną gdy umieramy
Bądźmy
niekonwencjonalni Bo świat jest konwencjonalny
I do
szpiku kości zakłamany
Obory 24 8 08
Rozstrzelanie
w Warszawie
Wyrzucali
ich kopniakami i kolbami niemcy*
z
ciężarówek pokrytych czarnym brezentem
Ustawiali
pod ścianą na ulicy
w białych
papierowych ubraniach
z gipsem w
ustach -
wyglądali
jak ludzkie pacynki
Czy tak
samo jest w Ugandzie
Birmie
Tybecie
Nigerii?
2
9 08
* W latach 1941-1946 wielu Polaków
pisało niemcy z malej litery
Grosz
Czyja krew jest
rozlana na płótnie Georga Grosza
Dlaczego
rewolwer leży na sercu
bladego mężczyzny w obrazie Usychający
z miłości
Co robi chudy
pies skulony u nóg malarza
Czemu gdy
wrócił z Ameryki do Berlina
zapił się na śmierć
Krew rewolwer
blady młodzieniec i chudy pies
co mają wspólnego z Georgiem
Groszem
3 9 08
Czas przeszły
Czym bliżej
jestem tych którzy odeszli
tym bardziej stają się dla mnie
żywi
Siadają przy
stole na kanapach
idę z nimi ulicą po zakupy
jestem ich coraz bliżej kocham ich
lecz nie pragnę zrozumieć
wystarczy ich obecność
bo gdy patrzę w siebie
nie mogę w pełni pojąć
swej głupoty naiwności pośpiechu
i dlatego wolę myśleć o sobie
tak jak o nich - w czasie przeszłym dokonanym
bez pytań
4 9 08
Współczucie
Gdy na pływalni
widzę niedorozwinięte dzieci
które tylko krzykiem lub wyciem
wyrażają uczucia
gdy widzę z białą laską dziewczynę
lub chłopca
gdy słyszę płacze kobiet groźby i
wyzwiska mężczyzn
i oglądam w telewizji powódź która
niesie
martwe drzewa zwierzęta i ludzi
to myślę jak nieszczęśliwy jest
Stwórca
który nie widzi nie słyszy i nic
nie czuje
- przedwieczna obojętność nazywana
Bogiem
7 9 08
Dzban
W porcelanowej
formule dzbana czerwone astry
wokół nich na ścianach róże i głogi
róże i głogi wydają się wieczne
astry ronią nad nimi płatki i
umierają
delikatnie w dwóch dłoniach
nieś wazon do łazienki
bo róże i głogi nie są
nieśmiertelne
to Ty i ja i nasza miłość
8
9 08
Reinkarnacja
Uczyń mnie
lirą, tak jest nią las
P. B. Shelley
Uczyń mnie szeptem
tak jak jest nim las
Bór czarnych sosen drżący w
chłodnym wietrze
Falą jeziora zmąconego wiosłem
Jesionem w śniegu nad polem ozimym
Gruszą umarłą suchą jarzębiną
Klonem skłębionych liści lub
wyrwaną brzozą
Kasztanem w białych świecznikach zawiei
Burzą piaskową i martwym gołębiem
Uczyń mnie grzmotem skał lodowych
Górą doliną rybą ale nie
człowiekiem
10 9 08
Zachód słońca
Wchodzę po
stopniach
zieleni
złocistości
czerwieni –
i wtedy ukazują się okręty Corteza
mordowani Indianie
ospa wietrzna trupy i złoto
Złoto jest
tylko przypomnieniem
zbrodni ludzkości
Słońcem
które wchłonie Ziemię
18
10 08
Do Ryszarda
Wiadomość o
Twojej śmierci
była radosna –
jak czyste okna dnia i rozerwane
pajęczyny
pierwszej – nieudanej – miłości
Na świeżo
rozkopaną jesienną ziemię
położyłem wśród złotych i
czerwonych liści
Twoje okulary przeciwsłoneczne
z Krościenka nad Dunajcem
sprzed 55 lat
I odszedłem w
spokoju brzozowych alejek Powązek
23
10 08
W poszukiwaniu Pani Bovary
„Pani Bovary to ja”
było oczywiście
kamuflażem
Tak samo jak ślepy grajek
chory jak
Gustave na syfilis
śpiewający
umierającej Madame Bovary
sprośną piosenkę
Kto więc był pierwowzorem Emmy Bovary
o której pisał:
„Bez litości,
bez dygresji, bez osobowości autora”
Pierwowzorem Emmy była wulgarność wieku XIX
(którego
nienawidził)
nie przeczuwając
nawet
do czego dojdzie
w wieku XXI
będącym
nieprzerwanym potokiem wymiotów
umierającego
świata.
25 10 08
Najtrudniej odnaleźć siebie
W lesie sosnowym z butelką wody
i bez sensu
wyrzuconym luminalem
w pochodzie 1
Majowym
przed trybuną z
towarzyszem Bierutem
przed
żurawiem z postrzelonym skrzydłem
który krzyczał
płakał i krzyczał
Najtrudniej jest odnaleźć siebie
gdy pragnie
się Nie-być
28 10
08
DRZEWA JESIENI
I
Żyć nie chcę
Umrzeć nie
potrafię
Z drzew opadają liście
czerwone
zardzewiałe
Zostaje czarny szkielet drzewa
z pąkami wiosny
Ze mnie pozostanie biały szkielet
Instytut Onkologii 15 10
08
II
Jesień chce skreślić mnie z listy żywych
kolorem liści
krwi i wina
Lasy nasączą złocistym światłem
kwartetów
Brahmsa
i milczenia
Owija drzewa babim latem i mgłami
Albo światłami
gwiazd i słońca
planety Ziemia
12 10 08
III
Nigdy nie widziałem tylu
drzew jesiennych
liści świateł
ludzi w deszczu
ludzi w słońcu
drzew na skarpie
w Końskim Jarze
Gdy wysiadam na przystanku
Instytutu
Onkologii
idą ze mną
ludzie starzy parasole
i w kapturach
ludzie młodzi
W żadnym roku nie widziałem
tylu drzew liści
i ludzi
17 10
08
IV
Leżę w trawie
wróżę z liści
liść zielony –
wyzdrowienie
liść czerwony
- operacja
ale czym są
złote liście
na zielonym wzgórzu
chyba szczęściem
–
i przed śmiercią
i po śmierci
sobota 19 10 08
V Głos genu
Wsłuchaj się w milczenie nocy
w szepty trawy
nad strumieniem
w śpiew komarów
nad bagnami
w psów
szczekanie w letni wieczór
każdy pragnie
się wyrazić
nawet gen raka
prostaty
20 10 06
VI
Spójrzcie na żółwie – one nas przeżyją
1.
Ważyk „Silva
rerum”
Jest sadzawka w Instytucie
w której pod
światłami lamp
grzeją się
wspaniałe żółwie
Jedzą tylko świeże mięso
które sypie im
zmielone
Pan laborant w białym kitlu
Potem krzyczy przez megafon Pan Boczkowski
Lampa krąży ponademną
w białych
skrzydłach archanioła
gasi światła lub
zapala
jej promienie
zabijają
mitochondria nowotworów
jeśli kiedyś
wyzdrowieję
pozostaną mi w
pamięci czarno-złote
długowieczne
żółwie oraz Pan laborant
20 10 08
VII
W autobusie jest cieplutko
a przez okna
widać świat -
chciałbym
jeździć jak w dzieciństwie
całe życie
autobusem
Nie wysiadać!
WIERSZE ZMIENIONE Z
DAWNYCH TOMIKÓW
Cieśnina Magellana
Szedłem aleją parku
Na niebie chmury, deszcz uderzał w
liście w parasol
W gałęzie bzów tulące białe nagie
ramiona smagane cieniami
i wiatrem
W
powieszonego Jezusa zdejmowanego z krzyża w kościołach Brugii
i znów podnoszonego na krzyżu, i
znowu zdejmowanego w katedrze
w Antwerpii
osuwałem się w ramiona świętego Jana - z głową na moich piersiach w
czasie kolacji z
toskańskim
winem, z głową Jana wśród zielonych oliwek na złotej misie
Zbyt wiele cierpiałem Młodość jak statek na dnie morza obok głowonogów
i jamochłonów zadawałem sobie
Jungowskie pytanie
„Dlaczego to wszystko spotyka Ciebie”
I śpiewałem w swych łańcuchach jak
morze gdy uderza wciąż w te same skały
i płynie
lecz nie jak ja - od zieleni do śmierci
Naprzeciw Delfin za kontuarem apteki podawał starcowi maści w słoikach
- na depresję bóle kręgosłupa aids, a aptekarz tańczył wśród pacjentów
piruety
Diagilewa, de pa Swietłany Nurejew i Diany na balu zaręczynowym z
księciem Karolem w żółtych pantalonach Malvolia
Korowód wokół sinych chudych zdrętwiałych nóg Ukrzyżowanego wirował
wśród
szkieletów World Center narkomanów bezdomnych bankierów kardynałów i ogni inkwizycji
świętego Dominika
A na zielono-brunatnej łące Central Parku procesja świętego Izydora
śpiewając w niebogłosy gnała za Goyą wykrzywionym jak starucha przymierzająca
biały czepiec przed lustrem
Kto był moim lustrem w kogo patrzyłem
kogo widziałem po latach -
dwie małpy Bruegla przykute żelaznym łańcuchem do zimnych cegieł mostu
kulę ziemską okrytą bielmem jak
oko żebraczki lub nosiwody
Nie widziałem swego kalectwa i ułomności
wpadałem do rowów i strumieni
spadałem ze skały w Pieninach
a wiedza odsłaniała niespodziewanie
coraz większe obszary ludzkiej niewiedzy
Niepotrzebnie rozbijałem dni na żółtko i białko:
smażyłem jajecznicę pełną starych błędów niedopałków wierszy
hałasu ulic gazet recept i szelestu czytanych książek
W Emaus karczmarz w fioletowej jarmułce i zgarbiona staruszka
podawali jajecznicę i chleb na stół nakryty białym obrusem,
jeden z podróżnych pobłogosławił chleb wino i srebrniki na tacy dwaj pozostali
wstali, i wtedy zobaczyłem
Marlowa i Hamleta uśmiechniętych za jedwabną oponą alkowy
błękitną jak szarfy lordów van Dycka i stewardów Danish Airlines
zwisające z blanków Elsynoru nad falami wśród skał
i głos jedwabny powiedział
„Kurczęta rozbite
jajecznica zmieniła się w Obłok Magellana”
Byłem stary
Odpływały białe fale posągów
i uda bogów
owłosione czarnym mchem
do złotych brodawek sutkowych
jędrnych jak pąki młodych dębów
Arion na prostym flecie
uciszał kędziory fal
płynąc na srebrnym delfinie
obejmował jego plecy nogami
w sandałach z rzemieni i brązu
Człowiek bez szczęścia i
imienia...
usnąłem gdy już było widać pasterzy na łąkach
Zbudzony wśród spienionych skał
Napinam żagiel wzdęty północnym wichrem -
myślę o Śmierci
i nogach Zuzanny
w falistych wzwodach perlistej fontanny
Budzę się w błocie autostrady Kraków-Zakopane
Wśród hałasu telewizorów w domu i melodii telefonu komórkowego
W skalnej jaskini rybnej restauracji turystycznej wyspy
12
9 06 –
4 3 08
Ja
, Orfeusz
Orfeusz gra na lutni
Łania zając i niedźwiedź
wiewiórka biegnąca po korze sosny
jagnię i lew
słuchają zasłuchani
obok gałęzi wierzb i topoli
schylających nad nimi uszy liści
O czy myśli stary Orfeusz
- o Eurydyce
chłopcach o mrocznych wnętrznościach Hadesu
o wędrówkach po
wilgotnych łąkach Arkadii
o obłokach anemonach i skałach
o życiu które jak strumień rozpłynęło się w życiu
Nie myśl o Orfeuszu -
Patrz na zwierzęta i liście słuchaj lutni i nie-myśl
12
2 08
Lustro i płomień
Spójrz na ten
płomień w lustrze
dotknij go –
jest zimny
Dlaczego pali
mnie płomień
rozsypuję się na
czarny żużel
siwy płomień
okrywa ciało
i patrzę w
siebie
zimny jak lustro
8 6 08
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz